2015/07/29

Rozproszenie odpowiedzialności


Słuchając wiadomości, czasami dowiadujemy się o różnych zdarzeniach mających miejsce nie tylko na świecie, ale też dziejących się w naszym otoczeniu, na „naszym podwórku”. Dowiadujemy się zazwyczaj wtedy, że doszło do jakiejś tragedii, a żadna z osób obserwujących dane zdarzenie nie wyciągnęła pomocnej ręki i w żaden sposób nie zareagowała.


Tego typu zachowanie w psychologii społecznej nazywane jest rozproszeniem odpowiedzialności. Zjawisko to polega na rozkładaniu odpowiedzialności za podjęcie jakiejś decyzji np. o udzieleniu pomocy lub zareagowaniu na stosowanie przemocy w miejscu publicznym na pozostałe osoby znajdujące się w danej grupie społecznej, obserwującej dane zdarzenie. Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdzono, że zjawisko rozproszonej odpowiedzialności narasta wraz ze wzrostem liczby świadków danego zdarzenia, i tym samym spada poziom osobistej odpowiedzialności.

Latane i Darley doszli do wniosku, że rozproszenie odpowiedzialności związane jest bezpośrednio z zasadą społecznego dowodu słuszności, a także zjawiskiem niewiedzy wielu. Sytuacja wymagająca udzielenia komuś pomocy wcale nie jest zawsze taka, na jaką wygląda. Idealnym przykładem jest zdarzenie, kiedy zastanawiamy się czy mężczyzna leżący na ławce doznał ataku serca, czy raczej jest pijany? W obliczu tego rodzaju niejasności, naturalne jest poszukiwanie wskazówek w tym, co robią inni. Obserwując zachowanie innych możemy zorientować się, czy dana sytuacja wymaga z naszej strony jakiejś interwencji. Łatwo jednak zapomnieć, że inni także poszukują społecznych dowodów. Wszyscy chcemy wyglądać na ludzi zrównoważonych i opanowanych, dlatego rozglądamy się ukradkowo, nie dając po sobie poznać że mamy jakieś wątpliwości. Na skutek tego, wszyscy wokół wyglądają na niezbyt poruszonych rozgrywającym się wydarzeniem, więc według reguły społecznego dowodu słuszności dochodzimy do wniosku nie jest ono niczym nadzwyczajnym, i żadna interwencja nie jest tu potrzebna. Jest stan niewiedzy wielu, w którym każdy z obecnych decyduje, że skoro nikt inny się nie przejmuje, to nie ma się czym przejmować. W tym czasie niebezpieczeństwo może osiągnąć rozmiary, przy których samotna jednostka - gdyby nie obojętność innych- zdecydowałaby się interweniować.

Najbardziej znanym i najczęściej przytaczanym przykładem rozproszonej odpowiedzialności przez psychologów jest historia morderstwa mieszkanki Nowego Yorku Catherine –  Genovese. Kobieta została zamordowana na ulicy przy której mieszkała, późnym wieczorem, kiedy wracała z pracy. Napad był długotrwały, głośny i publiczny. Zabójca gonił ofiarę i dopadł ją trzykrotne w ciągu 35 minut, pośród jej krzyków i wołania o pomoc. Dwukrotnie wystraszyły mordercę głosy i widok światła zapalanego w oknach. Jednak za każdym razem powracał, odnajdywał ranną kobietę i ponownie ranił ja nożem. Zdarzeniu przyglądało się z okien mieszkań 38 sąsiadów ofiary. Żaden z mich nie zadzwonił po policję w trakcie napadu, jedna osoba zatelefonowała, kiedy ofiara już nie żyła. Sami świadkowie morderstwa nie byli potem w stanie wytłumaczyć dlaczego nie zareagowali w jakikolwiek sposób.

Jednak przykładów zjawiska rozproszonej odpowiedzialności nie musimy szukać poza granicami naszego kraju. Nie daleko szukając we wtorek (28.07.2015) w centrum Legnicy został pobity mężczyzna i tak samo jak w przypadku nastolatek, które kilka tygodni wcześniej pobiły się w jednym z warszawskich tramwajów – na reakcję ludzi, trzeba było długo czekać.

Nie przechodźmy obojętnie obok osób potrzebujących pomocy, osoba leżąca na ławce w parku nie zawsze jest kimś, kto ma problemy z alkoholem – mogła po prostu zasłabnąć, albo choruje na cukrzycę;  i potrzebuje Twojej pomocy. A osoba wobec której stosowana jest przemoc na pewno będzie wdzięczna za to, gdy na czas wezwiesz policję. Dziś możemy być świadkami takich sytuacji, a już jutro możemy w nich uczestniczyć jako ofiara.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP